Zapraszam na kolejną część opisu mechanizmów obronnych, jakie stosuje nasza psychika do obrony przed rzeczywistością wewnętrzną i/lub zewnętrzną.
Pierwotny mechanizm obronny: IDEALIZACJA.
Kolejnym etapem po okresie fantazji o omnipotencji własnej dziecka jest etap idealizacji opiekuna – fantazji o omnipotencji mamy czy taty. Któż z rodziców nie doświadczył sytuacji, w której jego 1,5-roczne czy 2,5-letnie dziecko może ukoić się po upadku dopiero wtedy, gdy mama pocałuje bolące miejsce, jakby posiadała magiczne moce. Albo któż nie widział dziecka wpadającego w szał i rozpacz kiedy np. okazywało się, że tata nie sprawi, że nadgryzione ciastko stanie się znów całe (a dziecko święcie wierzyło, że tata to potrafi). Idealizacja to wiara dziecka, że opiekunowie są w stanie obronić je przed wszelkimi niebezpieczeństwami. Ten mechanizm ma za zadanie chronić dziecko przed lękiem pojawiającym się w nieprzewidywalnych okolicznościach – przed czyjąś wrogością, trudem chorób, śmiercią i innymi zagrożeniami.
Każdy z nas czasowo używa idealizacji – szczególnie wtedy, gdy zachwyca się jakimiś ideami albo zakochuje się w drugim człowieku. Ten początkowy etap miłości pomaga poznawać się i utrzymać relację (szczególnie, jeśli pojawia się dziecko a w raz z nim trudy życia). Zmienia się jednak, gdyż pod wpływem czasu i doświadczeń urealniamy się i poznajemy – i siebie i drugiego człowieka – w różnych, również tych trudnych odsłonach. Często, gdy mechanizm idealizacji jest u nas na tym prymitywnym (w znaczeniu pierwotnym) poziomie i jako dzieci nie przeszliśmy bezpiecznie do kolejnego etapu, łatwo uruchamia się druga strona medalu, siostra idealizacji, czyli dewaluacja (o niej poniżej).
W toku rozwoju dowiadujemy się, że rodzice i inni opiekunowie nie są idealni. Że ludzie mają swoje dobre cechy, ale mają też te złe, że potrafią kochać i opiekować się, ale też ranić i opuszczać. Jeśli środowisko, w którym żyje dziecko, jest stabilne i bezpieczne, dziecko uczy się tolerować tę ambiwalencję. Uczy się, że kiedy mama wychodzi z domu to nie oznacza, że nie wróci i że przestała kochać. Że jak mama i tata zaspakajają swoje potrzeby i nie zapraszają do nich dziecka (np. wychodzą razem czy śpią razem), to nie oznacza, że nie ma dla niego miejsca w ich życiu i że nie jest ważne. Że jak tata złości się na dziecko, to nie oznacza, że grozi mu od niego niebezpieczeństwo – itd., przykładów można by mnożyć. Zdrowe przejście fazy idealizacji sprawia, że jako dorośli potrafimy widzieć różne strony ludzi, idei, religii, zjawisk oraz siebie samych.
Osoby, które utknęły w mechanizmie idealizacji-dewaluacji mogą nadmiernie starać się budować idealny obraz siebie i być przez to uzależnione od „nieustającej potrzeby potwierdzania własnej atrakcyjności, władzy, sławy i ważności dla innych (czyli doskonałości). (…) Samoocena tych osób została zatruta przekonaniem, że aby móc kochać własne JA, należy nieustannie dążyć do jego udoskonalania, a nie po prostu akceptować je TAKIE, JAKIE JEST.” (Nancy McWilliams: Diagnoza psychoanalityczna). Za taką strategią kryje się ogromny lęk bycia niewartościowym i niegodnym szacunku i miłości.
Pierwotny mechanizm obronny: DEWALUACJA.
Dewaluacja jest mechanizmem pomniejszania czy odbierania znaczenia i wartości – dotyczyć może osoby, jakiegoś faktu (zdarzenia) czy przeżycia. Umniejszanie znaczenia możemy realizować poprzez krytykowanie, przypisywanie cech negatywnych (sobie i innym), negowanie czyjejś lub swojej wartości („nic od Ciebie nie dostałam dobrego”, „nic od Ciebie nie chcę”, „jestem nikim”).
Dewaluacja jest przeciwieństwem i nieodłącznym elementem wcześniej opisywanej idealizacji. Nie ma jednego bez drugiego – jeśli coś/ kogoś idealizuję, to coś/ kogoś innego dewaluuję. Nawet więcej – jeśli kogoś/ coś idealizuję, to z dużym prawdopodobieństwem za jakiś czas tę samą osobę lub zdarzenie zdewaluuję. Im większa idealizacja, tym większa późniejsza dewaluacja. Bo i idealizacja i dewaluacja są obroną przed RZECZYWSTOŚCIĄ, a rzeczywistość jest taka, że nie ma idealnych ludzi. Dewaluacja tworzy się jako mechanizm obronny, gdy jako dzieci odkrywamy, że nasi rodzice jednak nie są idealni, że wielu rzeczy nie wiedzą, popełniają błędy, a niektóre ich zachowania nas ranią. Jeśli te nasze dziecięce rozczarowania są przyjęte ze zrozumieniem i spokojem, jesteśmy w stanie przyjąć rzeczywistość taką, jaką ona jest (czyli zwykłą, nieidealną). Jeśli jednak wzbudzone jest przy tym dużo agresji, poczucia winy i wstydu, trudno odrobić tę lekcję dobrze i nauczyć się, że popełnianie błędów i rozczarowania są stałym elementem życia.
Oba te mechanizmy mają chronić nas przed smutkiem wynikającym z rozczarowania – czyimś lub swoim zachowaniem, postawą czy nieumiejętnością. Tym, że ktoś nas nie rozumie, albo rozumie nas inaczej niż my sami myślimy na dany temat. Gdy przychodzi to rozczarowanie i nie chcemy się z nim spotkać, przeżyć go, wówczas potrafimy wzbudzić w sobie potężną siłę niszczącą, którą właśnie jest dewaluacja: „jeśli nie mogę Cię mieć takiej/ takiego jaką chcę, nie będę Cię mieć wcale – zniszczę w sobie Twoją wartość i/ lub zniszczę/ zabiję/ zerwę relację między nami”. Rozczarowania to bardzo trudny moment w relacjach – im lepiej przyjmowali je nasi opiekunowie, gdy byliśmy dziećmi, tym lepiej radzimy sobie z nimi w życiu dorosłym. Doświadczenie przeżywania rozczarowań w relacji i bycia w nich przyjmowanym to ważny element leczący w psychoterapii.
Pierwotny mechanizm obronny: ROZSZCZEPIENIE EGO.
Idealizacja i dewaluacja biorą udział w tworzeniu kolejnego mechanizmu obronnego zwanego rozszczepieniem. To widzenie siebie i świata jedynie w dychotomii dobre-złe, a przez to nieumiejętność widzenia niuansów, brak możliwości przyglądania się złożoności procesów oraz czyichś i swoich intencji. Mechanizm ten pozornie pomaga w zmniejszaniu wewnętrznego lęku – taka wizja świata, w którym wszystko jest jedynie dobre albo wyłącznie złe, słuszne lub niesłuszne, może być chwilowo kojąca, lecz w dużej mierze jest to uproszczenie i zniekształcenie rzeczywistości, które utrzymuje wewnętrzny lęk na wysokim poziomie.
Z mechanizmem rozszczepienia możemy spotykać się w wielu sytuacjach. To są np. te momenty, w których wydajemy ostre, kategoryczne oceny i sądy moralne, zabarwione naszą złością. W kontaktach z dziećmi mechanizm ten może się uruchomić, np. gdy widzimy, że nasze dziecko robi w naszej ocenie coś złego, np. nie posprzątało pokoju, pomimo tego, że prosiliśmy, nie odrobiło lekcji czy bije brata. Nasze poczucie oburzenia i zdecydowanie negatywna ocena sytuacji, bez wcześniejszego rozeznania i próby rozumienia jakie są przyczyny tych zachowań, to właśnie rozszczepienie.
